środa, 17 listopada 2010

Pierwszej nocy było tak upalnie, że nie mogłam zmrużyć oka. W ruch poszła klimatyzacja, napoje, nawet myśl o mokrym ręczniku. Rano, które tam zaczęło się o godzinie 11 pojechałam na teren Akdeniz, tradycyjnie dziesiątki znajomych, herbata za herbata, kawa za kawą…Na pytania czy mam czas i zaproszenia mówiłam, żeby wszyscy pisali na facebook(serio gościnność w tym kraju mnie przerosła)
Turecka kawa




 

Po południu przyjechał Edu a potem poszliśmy na sushi- ah jakie to nie tureckie. Hahaa. Noc spędziłam spontanicznie, jak za czasów studiów u kumpeli Serap, która wymyśliła kąpiel w basenie o 3 w nocy i oglądaniu tureckich seriali. A o serialach napisze w osobnym poście.


Sushi w międzynarodowym gronie



Wielka Niespodzianka i widok z marzeń

Dom z widokiem na morze…taki z filmu istnieje w Turcji w Antalyi. Zamknijcie oczy, wyobraźcie sobie mieszkanie na 10 piętrze, z wielkim salonem , ścianą ze szkła i widokiem z jednej strony na morze z drugiej na góry…Ja czasami lubię żyć filmowym życiem, i czasami nie umiem uwierzyć że takie życie mi się przytrafia. Ale to wszystko zasługa myślenia… spróbujcie.


Z uniwersytetu odebrał mnie Juan Carlos(Hiszpan) z kartką w ręku CRAZY POLISH ONE, WELCOME IN ANTALYA.(tak jak kiedyś sobie wymarzyłam- marzenia się spełniają ;))

I wtedy zobaczyłam to mieszkanie. Pierwsza rzecz jaką przyciągnął mój wzrok to tablica a na niej napisane powitanie przez Eduardo a w nich słowa ..Czuj się jak u siebie w domu…
Tacy właśnie są przyjaciele. Niestety nie mogłam się dzisiaj spotkać z Edu bo był w Izmirze wiec chata cała dla mnie:).
Rzuciłam bagaże i szybko dolmuszem(mały bus) w okolice Akdeniz bo tam już czeka ł mój inny znajomy, który o niczym nie miał pojęcia, że Basia jest w Turcji. Moja ekscytacja przechodziła najwyższe z oczekiwań, włączały się potrzeby funkcji fizjologicznych, serce waliło mi a co zakręt to bardziej się jąkałam.
Wszystko było ukartowane z Ardą(Turkiem poznanym w Portugalii) Sami miał siedzieć tyłem, a Arda miał go zagadywać. Widzę go.. przeskakuję z Tugsem(Turczynka) przez wielgachne doniczki w kawiarence, przy tym obcieram skórę na nodze, ale nic ręce w padają w największe turbulencje, podbiegam , zakrywam mu oczy i słyszę pierwsze zdanie po turecku: Bir kiz..(dziewczyna) , Arda odpowiada chichotem . Sami próbuje dotykiem poznać kształt dłoni, moje serce mi zaraz wyskoczy ,odchyla się lekko podwąchuje moje dłonie w jego postawie zauważam niepewność, gwałtownie się odwraca.
Jego twarz…nie do opisania zdziwienie w jego oczach, gwałtownie zrywa się, krzesłu upada na ziemię, ściska mnie tak mocno że nawet nie mogę odpowiedzieć na pytanie WHAT ARE YOU DOING HERE…

Suprise NIESPODZIANKA…. I każdy kto mijał nas chodnikiem przychodził ze zdziwiona miną przytulał, dawał 2 tradycyjne tureckie całusy i zapraszał na kolejne dni, kolacje, spotkanie do siebie. Mam wrażenie że w Turcji mam więcej znajomych niż w Polsce. Żywych energicznych, jeszcze z pasja i energią, czego brakuje tu gdzie mieszkam…



 

niedziela, 7 listopada 2010

Muzyka a'la turecka

Mały przerywnik, ale sygnał że żyję:) a do życia i działania od dawna motywowała mnie muzyka. Uwielbiam muzykę z charakterkiem i zawesze słuchaną na full volume, bo dla mnie cicha muzyka nie istnieje, muszę ją czuć w żyłach, jak ogarnia moje ciało i duszę...

A teraz to co mnie motywuje i daje powera, jedni z najlepszych tureckich wykonawców ale w wersji angielskiej. Sertab Erener i Demir Demirkan wystąpili ostatnio na uczęszczanym przezemnie universytecie w Antalyi. Może wam też wpadnie w ucho, polecam też wersję turecką Aşk- Love♥♥♥

piątek, 5 listopada 2010

Jak rozpętała się moja kolejna przygoda w Turcji

29.09.2010 wyszłam z domu o godz 8 z myślą że zaraz po pracy pojadę busem na lotnisko.
W pracy już o niczym innym nie mogłam myśleć, czułam się tak gdyby to pierwszy raz miałam lecieć, gdybym jeszcze w życiu nie była w Turcji a spędziłam tam ponad rok na studiach). Jeszcze wszyscy dookoła pytali kiedy lecę. Emocje wzrastały.
21:00 zamykam biuro i frrrru na pierwszy autobus. A zabrałam wszystko, a nie zapomniałam czegoś, a mam wystarczająco bluzek, a może za dużo zabrałam…hmmm nienawidzę tego. Na dworze mżawka i trochę zimno ale już za niedługo będzie tylko pot na plecach…
Katowice lotnisko, noc na zimnych niewygodnych metalowych ławkach, i gapie którzy jakby nie widzieli nocującego człowieka na lotnisku przykrytego częścią rzeczy z walizki. Ja już do takich sytuacji przywykłam. Potem odprawa i znowu zdziwienie że lecę sama. Wzrok ludzi z kolejki na pewno myślą sierota leci do jakiegoś Turka z wakacji… ale mam ubaw
A tak żeby była jasność lecę do znajomych i to nie tylko Turków. W samolocie znowu okazja do spania, bo nie spałam już od 4 dni i każde 10 minut jest dla mnie zbawienne.
W domu mówiłam, że jak wyjdę z samolotu to pocałuję turecką ziemię. Nikt nie rozumie tego jak ja kocham ten kraj, nikt nawet nie próbuje pomyśleć że ja codziennie tęsknie za tymi ludzmi, tym ciepłem, beyaz peynir(biał ser), oliwkami, durum...palmami, i tymi kotami,  wszystkim…
Lądując ludzie cieszyli się że przyjechali na wakacje a ja z sentymentu aż miałam łezki w oczach…moja Turcja. Patriotka inaczej 

 ANTALYA

Ah nie mówiłam, wczoraj się dowiedziałam że Jola(Warszawa) też leci w tym samym czasie i nawet z tych samych linii lotniczych ale będzie 10 min po mnie na lotnisku. Greattt niespodzianka za niespodzianką czyli tak jak lubię.
Po wyjściu z samolotu ciepło od razu uderzyło, i dało przypomnieć o roku tutaj spędzonym. To samo uczucie jak lądowałam tu w 2008 roku. I pędem po odbiór bagażu. Nie mogłam się skupić bo chciałam podlecieć do Jolki.
Zabrałam bagaż, widzę Jolę przy innym pasie podlatuję wypuszczam z rąk torbę ..
B(skaczę na nią) Hello Jola
J skacze razem ze mna staje, Basiaaaa aaaaaaaaaaaaa cześć
Uściski, piski i radość ludzie myślący z czego się tak cieszą że przyleciały na wakacje
Jola nie umiała uwierzyć, Basia ale jak to ale co, co ty tu robisz…  SUPRISEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE

Z lotniska odebrała mnie Tugsem jedna z koleżanek z uniwersytetu. Kolega, który odbierał Jole też był zszokowany co ja robie w Turcji . Potem już odświeżyć się i odwiedzić mój stary Akdeniz Univeritesi. Pierwsze Çi Köfte i Ayram i zdziwione twarze znajomych ludzi. 



 ŻŁOBKOWANY MINARET- ANTALYA

wtorek, 19 października 2010

Bliskie spotkanie ze ścianą...



Przyszły sezon turystyczny wali do nas drzwiami i oknami i wyciska ze mnie inwencje twórcze. Nie umiem się zabrać do napisania o mojej kochanej Turcji. Ale musze napisać o wczorajszej przygodzie.

Bliskie spotkanie ze ścianą. Ja jako osoba nie posiadająca jeszcze(to chwilowa przypadłośc) prawa jazdy czasami dostaję w moje twórcze łapki samochód i zjeżdżam ulicą do domu przy tym wrzucając pierwszy i drugi bieg. Wjazd na posesje to maleńka górka, która z kolei przeradza się w prosta drogę aż do wjazdu do starej stodoły zaadoptowanej na garaż.

A więc nie pierwszy raz robiłam ten manewr i co… nie umiałam wyhamować. Mój biedny tata raz po raz wykrzykuje Haamuj, Basia Hammmuj a ja do niego, że nie idzie zahamować. Już wiedziałam co się święci. Tata zaciągnął ręczny ale myślicie że auto się zatrzymało?? Nawet nie zwolniło… Czasami miałam problem ze zmieszczeniem się jak jechałam powoli już do tego samego garażu a tu ani zahamować ani nic, wjechałam bez tyknięcia no ale na końcu wielgachne, drewniane drzwi stodoły.. Sekundy na zastanowienie się co wybrać.. drzwi czy słupek…

Słupek…

Jakby to były drzwi to cała maska przednia, dach a nawet my byśmy na tym ucierpieli.. a tak tylko stłukła się lampka i pękł błotnik : ) tata myślał, że rozwalę ścianę i przejadę na druga stronę...

Tata mówił, że nic się nie stało panicznie przeglądając się w ciemnościach autu. Więc tym oto akcentem NIC SIĘ NIE STAŁO skończyłam wczorajszy, pracowity dzień.


środa, 13 października 2010

Melancholia...

Po dość długiej nieobecności powracam z naszych mgieł październikowych. Po tych minionych wydarzeniach, podróżach muszę wystygnąc...Może nie pisałam z lęku przed tym, że to już minęło, że emocje entuzjazmu opadły i teraz pozostal post na blogu do wypelnienia, kilka wolnych miejsc w albumie na nowe zdjęcia, i chwila na wypicie tureciej kawy...Właśnie segreguję moje wspomnienia przy zapachu wanilii, muzyce dawno już znanej...przemyślenia, migawki... ale już niedługo pojawi się w pełnej okazałości wpis z mojego raju-Turcji....





Joe Dassin - Et Si Tu N`Existais Pas

wtorek, 28 września 2010

Wielki harmider i pakowanie walizki

Post z ostatniej minuty, siedzę na kremowym dywanie w bardzo wielkim rozgardjaszu, spodnie, topy, jeden sandal czarny, czarna kredka do oczu, pilniczek,,,, i tak bez liku, rzeczy wałęsają sie po podłodze i z częstotliwością 1 na 10 min trafiaja do niebieskiej torby z kółkami.
Ale czy ta torba nie jest za mała, czy ona pomieści wszystko co chcę zabrać...

I ta długa lista znajomych
1. Ramka dla Ardy od Julki
2 Karta sim dla Ardy...
3. Krokiety dla Eduardo
4. Barsz, czekolada mleczna Goplana dla Samiego
5 Polska wódka dla Tugsem
6. Plecak dla Adnana

I jescze
1. Szare buty z Turcji dla Aureli
2. Hałwa dla Moniki
3. Oliwki dla szwagra
4. szalik dla mamy
5....

I tak każdy po kolei podawał co chce do Turcji albo z Turcji. Jutro jescze wstaje o 7 bo na 9:00 do pracy i bede siedziec tam 12 godzin, nie mam nic zrobione( taaa i jescze siedze zeby napisać tę notkę), podczas pracy wyskocze na zakupy.
Najlepsze co może byc nie wiem jescze jak pojade na lotnisko, jak sie z niego wydostane na Konyalti i jak zabiore klucze od mieszkania....aaaaaaaaaaaaaa

Ogarnia mnie panika, pewnie jescsze w nocy coś skrobnę...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...