piątek, 8 kwietnia 2011

Stambuł mój kochany ISTANBUL ♥


No i pobyt w Mardin dobiegł końca. Pakowanie i szybko na samolot oczywiście byliśmy trochę spóźnieni. Mustafa śpiewał w naszym 7 osobowym samochodzie polskie piosenki” Kolorowe kredki i Jestem sobie mały przedszkolaczek. Na lotnisku powiedział” Dziewczyna do zobaczenia” a jak była kolejka i każdy czekał w lini dodał .. co to jest q…. i to było podsumowanie wszystkiego. Lot z Mardin do Istanbulu przebiegł spokojnie. Potem pojechałam na miasto. Sama w Istanbule. Uwielbiam to w tym 11 milionowym mieście ja. Oczywiście nie byłam pewna czy pamiętam i dam rade przejechać z lotniska Ataturka do Taksim ale oczywiście że dałam rade. Od kiedy sama przyjechałam z Afryki, nic nie jest niemożliwe. Kilka przesiadek z metro na tramwaj. Herbatka u znajomego w hotelu na Sultanahmet a potem tramwajem, przesiadka, drugim tramwajem na Taksim. Tam nie mogłam sobie odmówić durum z ayranem a potem spotkałam szalonego znajomego Mattia z Włoch, który jest na Erasmusie w Stambule. Nocleg miałam spędzić u innych znajomych ale już mi się nie chciało kombinować i zostałam w dzielnicy sis..cos tam.

Zawsze marzyłam żeby zobaczyć Istanbul pokryty tulipanami. Moje marzenia zawsze się spełniają....






01.04.2010
Rano – co było 4 godziny po czasie jak się położyłam, trzeba było szybko wstać bo chciałam jeszcze trochę pochłonąć miasta przed moim odlotem do Polski.  Co zawsze mnie bawi w Stambule to pochyłość ich dróg i umiejętność ich pokonywania. To wiec było nasze zajęcie przy śniadaniu. Obserowanie  ludzi jak sobie z tym radzą. A było przy tym nie mało śmiechu. Pożegnałam się i ruszyłam w stronę taksim. Najpierw było parno a ja już narzekałam ze zaś idę obładowana jak camela bo nigdy nie mogę zdecydować co ze sobą zabrać. Narzekałam po czym lało jak z cebra. Kupowałam obiecane szaliki. Wydałam wszystkie rozmienione liry więc na zastaw parasola oddałam zapłacone szaliki i poszłam do kantora rozmienić. Cały buty mi przemokły a jak wróciłam zapłacić parasol to zaświeciło piękne słońce, które towarzyszyło mi całą resztę dnia. I jak tu nie kochać tego miasta Potem już chodziłam w T-shircie co było zdziwieniem miejscowych i zwracali mi uwagę że jest zimno





Dzisiaj stwierdziłam ze Istanbul albo się kocha albo nienawidzi. Nie ma nic po środku.  Podążałam z Taksim w stronę Galata  i tak rozmyślałam nad ludźmi którzy kiedyś tu się przechadzali. Uwielbiam to miasto. Na chwilę przystanęłam obok mostu Galata. Cały Istanbul dla mnie to morze wspomnień. To już 7 wizyta w tym magicznym mieście.  Ale za każdym razem od nowa się nim cieszę i zachwycam.  Jak już przeszłam most Galata to umordowana z tobołkiem zakupów podążyłam dalej na Sultanahmet. Tam zrobiłam jeszcze końcowe zakupy, wypiłam soczek ze świeżo wyciśniętych pomarańczy i tramwajem a następnie metrem pojechałam na Ataturk Havalimani(Lotnisko). Najgorsze co może być to setki ludzi w tramwaju i żeby wejść mówi się przepraszam i upycha ich do środka. Nie potrzeba ani się trzymać bo człowiek nie drgnie nawet na 1 cm. Wykończona bez sił przepakowałam co nieco z jednej walizki do podręcznej torby i zasiadłam do samolotu z myślą 2 godzin snu. Ale jak to człowiek z przygodami w samolocie spotkałam 4 chłopaków z pod rosyjskiej granicy. Wracali z Sudanu a dokładnie z Chartum i opowiadali o ich zatrzymaniu na lotnisku w Stambule, spotkaniem z konsulem i czasie spędzonym w Afryce. Więc lot minął szybko. Potem droga z Warszawy do Katowic. Z Katowic samochodem do domu, gdzie dotarłam o godzinie 2:00 a rano--à do pracy.

Kocham Istanbul i mam nadzieję, że kiedyś tu pomieszkam. W jakieś kamiennicy z widokiem na Bosfor, rano będą mnie budzić mewy i odgłos przepływającego przez cieśninę promu..
Prześlij komentarz
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...