Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adventure. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą adventure. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 lipca 2014

Boarding pass is ready....Lecimy do...

Wakacje...pewnie nie jeden z was juz po wyjazdach wakacyjnych, u mnie w tym roku miałam już plany i co z tego wynikło… że lepiej nie robić planów :D 
Jak dostałam mój miesięczny plan na lipiec i widziałam 3 dni wolne, zielone światło się zapaliło. Poszłam na stronę tanich linii lotniczych ryanair i poszukałam najtańsze loty z Bremy (Bremen). Entliczek pentliczek i wypadło na ITALY… we wtorek lecę do Wenecji. I tak to moi kochani się robi. Boarding pass wydrukowany, przypadkowe miejsce przydzielone. Dzisiaj wybierałam możliwość noclegu. Skorzystałam z wyszukiwarki booking.com .No i to by było na tyle, co do przygotowań, jutro musze jeszcze zaplanować jak pojadę z Hamburga do Bremy no i co chce sobie pozwiedzać. Ale przecież mam na to jeszcze 24 godziny… Teraz będę śnić i marzyc o late w jednej z ciasnych uliczek z widokiem na Wenecji kanał. Dobranoc…




 Holidays…for sure some of are already after, for me in this year I had a lot of plans, and what about this…better don’t plan anything :D 
When I got my roster for July and saw that I have 3days off, I saw already green light for new adventure. I start to search in a law cost fly Ryanair the cheapest flight; doesn’t mutter where. I found from Bremen to Italy…on Tuesday I’m flying to Venice. And this is the way how it’ working. Boarding pass printed out, seats generated by the system. Today I choose some place for sleep. I was using booking.com. That all what I managed till today. Tomorrow I need to still think how to get from Hamburg to Bremen and what I’m gonna to visit in Venice, but come on I have still 24h for doing this. Now I will sleep and dream about Late in some narrow street with view on Venice’s canals Goodnight

niedziela, 23 października 2011

Pakowanie na BAŁKANY

Pan zielony już dumnie czeka, spakowany na dziewięć dni, już się cieszy i czeka. Mam nadzieję, że będzie mi lekki po tylu kilometrach, przystankach, nieprzespanych nocach i wrażeniach...
Siedzę w takim "nie ogarze" no taki bałagan artystyczny, pisząc tego posta robię błąd na błędzie, że aż na czerwono mi tu świeci:) ale co tam najważniejszy jest przekaz...
W plecaku jest wszystko, aplikacje wizowe, kilka ładowarek do rożnych urządzeń elektronicznych, szare szpilki :) ( na ceremonie otwarcia AGORY), ciepłe rajstopy, strój zombi ... różnorodnie tak jak w moim życiu.
Jeszcze rano myślałam jak zrobić prezenty handmade dla mojej grupy VISA FREEDOM WORKING GROUP i zrobiłam , zdjęcia na dole :D są to etui na paszport i notesy z naszym logiem grupy. Mimo to, że działam na szczeblu europejskim z AEGEE EUROPE, to nadal jestem z AEGEE KATOWICE. Ta organizacja totalnie zmieniła moje życie:) ale nie teraz o tym.

Już jutro o tej porze wsiądę w TLK relacja Katowice- Warszawa Centralna potem lotnisko i... BUŁGARIA- Sofia...




Do zobaczenia, chciałabym zdawać relację na gorąco ale... jak nie znajdę czasu na spanie to co tu wspominać o blogu ...:D

лека нощ

wtorek, 19 października 2010

Bliskie spotkanie ze ścianą...



Przyszły sezon turystyczny wali do nas drzwiami i oknami i wyciska ze mnie inwencje twórcze. Nie umiem się zabrać do napisania o mojej kochanej Turcji. Ale musze napisać o wczorajszej przygodzie.

Bliskie spotkanie ze ścianą. Ja jako osoba nie posiadająca jeszcze(to chwilowa przypadłośc) prawa jazdy czasami dostaję w moje twórcze łapki samochód i zjeżdżam ulicą do domu przy tym wrzucając pierwszy i drugi bieg. Wjazd na posesje to maleńka górka, która z kolei przeradza się w prosta drogę aż do wjazdu do starej stodoły zaadoptowanej na garaż.

A więc nie pierwszy raz robiłam ten manewr i co… nie umiałam wyhamować. Mój biedny tata raz po raz wykrzykuje Haamuj, Basia Hammmuj a ja do niego, że nie idzie zahamować. Już wiedziałam co się święci. Tata zaciągnął ręczny ale myślicie że auto się zatrzymało?? Nawet nie zwolniło… Czasami miałam problem ze zmieszczeniem się jak jechałam powoli już do tego samego garażu a tu ani zahamować ani nic, wjechałam bez tyknięcia no ale na końcu wielgachne, drewniane drzwi stodoły.. Sekundy na zastanowienie się co wybrać.. drzwi czy słupek…

Słupek…

Jakby to były drzwi to cała maska przednia, dach a nawet my byśmy na tym ucierpieli.. a tak tylko stłukła się lampka i pękł błotnik : ) tata myślał, że rozwalę ścianę i przejadę na druga stronę...

Tata mówił, że nic się nie stało panicznie przeglądając się w ciemnościach autu. Więc tym oto akcentem NIC SIĘ NIE STAŁO skończyłam wczorajszy, pracowity dzień.


wtorek, 28 września 2010

Wielki harmider i pakowanie walizki

Post z ostatniej minuty, siedzę na kremowym dywanie w bardzo wielkim rozgardjaszu, spodnie, topy, jeden sandal czarny, czarna kredka do oczu, pilniczek,,,, i tak bez liku, rzeczy wałęsają sie po podłodze i z częstotliwością 1 na 10 min trafiaja do niebieskiej torby z kółkami.
Ale czy ta torba nie jest za mała, czy ona pomieści wszystko co chcę zabrać...

I ta długa lista znajomych
1. Ramka dla Ardy od Julki
2 Karta sim dla Ardy...
3. Krokiety dla Eduardo
4. Barsz, czekolada mleczna Goplana dla Samiego
5 Polska wódka dla Tugsem
6. Plecak dla Adnana

I jescze
1. Szare buty z Turcji dla Aureli
2. Hałwa dla Moniki
3. Oliwki dla szwagra
4. szalik dla mamy
5....

I tak każdy po kolei podawał co chce do Turcji albo z Turcji. Jutro jescze wstaje o 7 bo na 9:00 do pracy i bede siedziec tam 12 godzin, nie mam nic zrobione( taaa i jescze siedze zeby napisać tę notkę), podczas pracy wyskocze na zakupy.
Najlepsze co może byc nie wiem jescze jak pojade na lotnisko, jak sie z niego wydostane na Konyalti i jak zabiore klucze od mieszkania....aaaaaaaaaaaaaa

Ogarnia mnie panika, pewnie jescsze w nocy coś skrobnę...

poniedziałek, 27 września 2010

Z kabiny ciężarówki, i autostopem z Austrii...

Kiedyś , jakiś anonimek powiedział że mam za dobrze z podróżami więc powiem wam coś, ja chyba te Podróże mam wpisane w gwiazdach. 
Środa godz 9:00 odwozimy szwagra na bazę skąd ma jechać autem ciężarowym z transportem do Niemiec. Ja jako „tłumacz” biorę w tej żenadzie udział. Po czym moja mama stwierdza, że i tak mam 3 dni wolnego więc mogę z nim jechać.
Co tu teraz zrobić, jechać , nie jechać.. o to jest pytanie. Na ramieniu siedziały dwa stworki …aaaaaaaaa
I co z tego wyszło, pędem samochodem z mamą do domu 10 min, plecak, szczotka do zębów, bielizna, perfum, t-shirt, 2 konserwy, śliwki, paszport… cały bagaż
Jedziemy, najpierw po załadunek, szukamy w jakieś dziurze firmy, auto stan krytyczny, zapalanie za każdym razem zajmuje 10 min. To jakiś czarny film, kilka razy przejazd drogą do 7t szybko skręcamy. Nawigacja pokazuje droge tylko do osobówki. Stres, ciepło z za okna. Jedziemy na Niemiecka granicę. Tam nocleg, komfort przewyższający wszystkie hotele. Szwagier w rozkładanym, specjalnym łóżku ja miedzy siedzeniami z biegami między nogami. Kierowca musi być wyspany. Mam uważać na jedną z dźwigni, żeby rano ciężarówka stała dalej w tym samym miejscu
Rano, nie umie nawet wstać  bo boli mnie wszystko ale z uśmiechem informuję ze fajnie się spało, jak będę narzekać to on mi nie pozwoli tam spać.

Dalsza droga zgodnie z przestrzeganiem pracy kierowcy, 4,5h przerwa kolejne 4,5 godz. Dostaje sms od Eduardo(tego z Turcji) czy chce iśc 2 października na wesele. Natychmiastowa ospowiedz TAK. Radośc. Potem pisze do siostry żeby zamawiała bilet. Po 17:00 dostaje sms że bilet kupiony uff co za ulga.
Dojeżdżamy niedaleko Monachium, stajemy na parkingu pomiędzy ogromnymi TIR-ami. Załatwiamy papierki mamy czekać do 05:45 az wyświetli się nasz numer.
Kolejna noc z biegami między nogami. Co 15 min pobudka, bo zapalały się stojące samochody. Po nocy. 5:00 pobudka śniadanie: chleb i marmolada, woda. Nasz numer , jedziemy. Ustawiamy się za kolejnymi kolosami. Rozładunek. Zaczepy zabezpieczające zaklinowały się. Panika co robimy ,odcięliśmy pasy klinowe nożykiem do smarowania. Nikt w tym momencie z nas się nie śmiał. Kolejne uwalniamy podnosząc deski boczne. Podczas pośpiechu rozwaliły się dwie palety, ale to nie istotne. Oby tylko rozładować i spadać z stamtąd. Koniec ładunku, część odcięta leży pod moimi nogami w samochodzie- wyrzuci się na najbliższym śmietniku.
Zapinamy w pośpiechu naczepę. Moje zawsze piękne podziwiane paznokcie już nie istnieją, co drugi złamany. Oddech. Wyjeżdżamy. 5min jazdy po autostradzie, prawa strona plandeki sama się odczepia , jedziemy na najbliższy parking. Zaczepiamy.
Telefon od osoby zwanej szefową. Mamy czekać na następny załadunek. Mijają 2 godziny, dostajemy nowy adres do Austrii. Jedziemy, po siłowaniu się z głupim samochodem, odpalaniu go 15 min, postoju po szybką kawę i wylaniu części na siebie dojeżdżamy o 13:53. Organizacja jest tak urządzona że nikt nic nie wie, ładunek nie gotowy, słyszymy krowy Milka z dużymi metalowymi dzwonkami przy szyi, przemierzające zielone wzgórza.
Czekamy tak 2 godz i nic. SMS że mamy czekać do poniedziałku. A ja miałam w weekend iść do pracy. Panika. Zero sklepu, zero stacji. Nic. Góry i krowy MILKA.



Wracamy na stacje benzynową kolejny nocleg. W nocy deszcz obijający się o metalową skorupę samochodu nie pozwalał spać. Wiatr był tak silny, że co jakiś czas sprawdzałam w oknie czy ktoś nie dobiera się na pakę.
Rano leje jak z cebra, a ja wszystkich pytam czy nie jadą do pobliskiego miasta i czy mogę się zabrać z nimi. I tak mija 1,5 godz bez skutku, tu w Niemczech jazda na stopa nie jest taka łatwa jak w Turcji. Ahhh jak ja tęsknię ale jeszcze tylko 2 dni:D
W końcu znalazłam. Starsza para. Zabrała mnie samochodem do miasta. Opowiadam o życiu, oni odwzajemniają się opowiadaniem. Pytają czy mam pieniądze na jedzenie. Nic dziwnego po moim wyglądzie, wykończona, z plecakiem szkolnym wracam do Polski.
Wysiadam na Hauptbanhof(dworzec ). Mam jeszcze czas, robie zakupy, zapasy ulubionych kosmetyków, zwiedzam miasto Rosenhaim. Czekam na autobus do Polski. Na ławce o mało co nie przysypiam. A potem 18 godzin w drogę do Polski. Home sweet Home…
Zdjęcia z Internetu:



czwartek, 26 sierpnia 2010

Plany weekendowe

Szał.... wczoraj siedziałam i tak kombinowałam co tu zrobić w wolny weekend, jak zagospodarować jak najlepiej 3 dni... hmmm no ja, jako kreatywna osoba ;) wymysliłam jak sukcesywnie zakończyć sezon nazywany latem 2010. Moja noga jeszcze nie stanęła w Pradze.
Email do Pavla- mojego współlokatora z Turcji- Pavol co robisz w weekend:) odpowiedź była- Kiedy przyjeżdżasz do Pragi?

I już wszystko jasne.No to by było wręcz nie normalne jakbym wszystko zaplanowała od A do Z. Słowo się rzekło.Jadę do Czech. 
Godzina 20:00 mama przynosi mi jakieś czeskie korony, które zostały z przygranicznych zakupów( i myślę po co ona mi je teraz daje) aż doszło że ja chce dzisiaj tj. czwartek w nocy jechać a nic że siedzę 12 godzin w pracy. Panika muszę przygotować jakieś ubrania, baterie do aparatu wyładowane, gdzie jest ładowarka do telefonu, jaka pogoda będzie, kurcze nie mam żadnych prezentów...ufff
Zapakowałam coś tam. Dzisiaj zaczęłam poszukiwania połączeń(jak najtaniej bo fundusz się jakoś uszczuplił).

W sobote rano jadę, Pavol powiadomiony będzie czekał na dworcu w Pradze. Aaaaa ostatni raz widziałam go jak opuszczał po prawie roku Turcję i odprowadzaliśmy go do autobusu na lotnisko... Już się nie umiem doczekać mój zwariowany flatmate z Turcji.
Teraz przeglądanie przewodników.


niedziela, 22 sierpnia 2010

Ramadan



Ramadan (po arabsku: رمضان, ramaḍān – per., paszto i czecz. ramzan; tur. ramazan) – dziewiąty miesiąc kalendarza muzułmańskiego. Dla muzułmanów jest święty, gdyż w tym miesiącu rozpoczęło się objawianie Koranu – archanioł Gabriel (arab. Dżibril) ukazał się Mahometowi, przekazując kilka wersów przyszłej świętej księgi islamu.
Ramadan to szczególny czas dla świata muzułmańskiego tak jak np Wielkanoc dla chrześcijan. Dzięki mojej ciekawości świata miałam juz okazję dwa lata pod rząd spędzić albo w kraju gdzie mieszka większośc muzułmanów albo znaleźć się w takiej oto rodzinie.
W 2008roku podczas Ramazanu- bo taka nazwa jest w Turcji byłam jak i przez większośc roku w Antalyi(Turcja). Nie myślcie że zrobiłam sobie roczne wakacje, a były to więcej niż wakacje bo roczne studia w Akdeniz Univeritesi.
Dobra miało być o Ramadanie. Pamiętam jak  wieczorami słychać wołanie muzeina a potem brzęk szlanek, widelców. Pora zasiadania do stołu po dniu całkowitego postu. Juz kilka godzin wcześniej wyczuwało się woń potraw starannie przygotowywanych w tureckich mieszkaniach.
Wszyscy schodzą się do domu, aby zjeść wspolnie ze swoja rodziną, wypić szklankę çayu- mocnej czarnej tureckiej herbaty podawanej w małych szklaneczkach z przynajmniej 2 kostkami cukru. Po kolacji wspólne siedzenie, odwiedziny znajomych aż do późnych godzin trzeciej a nawet czwartej rano. potem kolejne przygotowanie do ostatniego posiłku przed postem.
Pamiętam jak wracając ze spotkań z innymi Erasmusami, w blokach zapalały się kolejno światła. Ostatni posiłek i spać...
Mieszkając w kraju gdzie większość wyznaje islam człowiek dużo musi się nauczyć i zrozumieć. A teraz zabawna historia, która zdażyła się podczas ramadanu. Wrócilismy do domu z jakieś imprezy było koło 4:00. Zmęczeni, wyczerpani tańcami i 4km droga z centum do naszefo dystryktu. Ja jescze przeziębiona w 40 stopniowych temperturach w nocy było z 30. Nagle słysze, jakich łomot, huk nawet tego opisać nie mogę. I myśle nieee znowu moi sąsiedzi na górze słuchaja muzykę albo robią imprezke, ale słucham dalej że to dochodzi z naszego otwartego okna. Nie miałam sił żeby wstać więc Magda- moja współlokatorka podeszła do okna :
Ja: Magda co to jesttttt ( z marudzeniem w głosie)
Magda: (po chwili wypatrywania z okna) jakiś facet gra na bębnie..
Ja: (zdziwienie,ja uwielbiam te tureckie bębny ale myślałam że mam gorączke i że źle słysze bo kto może grać o 4 rano na bębnie) Magda ale co ty gadasz, 
Magda: nie
Ja:(no w końcu widzi co to jest) co nie?
Magda: dwóch facetów gra na bębnach(i w tym momencie wywlokłam swoje zmęczone ciałko z łożka, bo trudno mi było w to uwierzyć)

Ramazanın davulcusu
http://www.google.p
Po rozmowie ze znajomymi turkami wyjaśnili, że oni oznajmowali że pora wstać do ostatniego posiłku, modlitwy przed wschodem słońca...
I wszystko jasne.

Ubiegłu Ramadan spędziłamu tureckiej rodziny w Niemczech a że sąsiedzi też turcy to przwie codziennie przynosili nam jedzenie. Tradycyjna turecka kuchnia.
A to że ostatnio miałam hiperactiv dni to sama zrobiłam coś tureckiego ale to w kolejnym poście bedzie przepis i zdjęcie
Miłej niedzieli
Bedawi.



poniedziałek, 28 grudnia 2009

Supriseeeeee

Rano po słodkim śniadaniu i kawce pojechaliśmy odebrać Susan z Niemiec, która miała do nas dołączyć. Rodzina Tiziano to typowa "ramowa rodzina" mama typowa włoszka- głowa rodziny, herszt przygotowała śniadanie, posprzatała, rozmwiała, pytała jak wyglądają u nas święta Bożego Narodzenia, co robię w życiu(...) tata to przemykał po stylowo urządzonym mieszkaniu. Przed wyjazdem Tiziano oznajmił że idzie do fryzjera ale że był to poniedziałek to było zamknięte. Tutaj ludzie wypoczywają po weekendzie :). Po prysznicu wróciłam do pokoju i z przerażeniem zaglądałam jak Tiziana mama wychodzi z pokoju gdzie kilka minut wcześniej z precyzją pani domu zaścieliła Tiziana łóżko i moje również, a ja jako Polka z wzorem " Matki Polki" poczułam się głupio i mówie do Tizi:

B: Tizi ej Twoja mama zaścieliła moje łóżko
T: Mówiłem jej żeby to zrobiła jak wyjdziemy, ale ona zawsze swoje.

Zostałam bez słów.
Tego dnia wszyscy przylatywali. Ale my szykowaliśmy niespodziankę na wieczór.
Ja jako osoba pełna pomysłów coraz to lepszych i doskonalszych postanowiłam nagrać video specjalnie dla nich. Niestety nie posiadam(jeszcze) w swojej kolekcji flag Polskiej (aż wstyd) więc posłużyła nam z Malty- te same kolory jak się odwróci.
Tiziano odebrał z dworca Eduardo a potem razem, pojechali do mieszkania gdzie cała grupa się miała spotkać. Jak dojechali dął nam znac ze droga wolna i razem z Sue pojechałyśmy na wyznaczone miejsce. Pojechałam windą piętro wyżej a Tiziano wszedł z Sue. To było jedne z najdłuższych czekań w życiu. Adrenalina , ekscytacja co ja tam wtedy przeżywałam … Wszyscy się cieszyli ściskali. Tiziano powiedział że ma niespodziankę od Basi. Na video mówiłam ze przykro mi bardzo, że nie mogę być dzisiaj z nimi i że jest mi bardzo smutno z tego powodu. Pod koniec filmu Tiziano posłał mi sygnał na Tel i zeszłam na odpowiednie piętro.

Dzwonek do drzwi i słyszałam jak Alexandra mówi do Giuseppe żeby otworzył drzwi. On dobrze wiedząc ze to ja powiedziała że dzwoni jego Tel i musi iść odebrać.Słyszę Alexa podnosi słuchawkę z domofonu i mówi hallooo. Ja nie umiejąc wytrzymać z drugiej strony drzwi pukam.... śmiech z kuchni...Alexa otwiera drzwi... SUPRISEEE Ja przygotowałam się już wcześniej na wybuch jej radości i pościągałam kolczyki i łańcuszek. Jak otworzyła drzwi to wskoczyła na mnie i zaczęła mnie całować- jak to cała Alexa. Reszta grupy widząc ze coś się dziej pobiegła do drzwi. Edu dołączył do Alexy i zaczął mnie całować i ściskać razem z nią. Ściskali mnie przy tym podskakując. Reszta też się dołączyła. Ah nie zapomne ich twarzy. Nie jeden z nas miał łezki w oczach ale szczęscie jakie nas ogarnęło było większe, a czas na płacz zostawiliśmy na koniec. Nikt nie umiał uwierzyć ze jednak do nich trafiłam. Po pierwszym wrażeniu i opanowania dalszych emocji ktoś powiedział: To może wniesiesz swoją walizkę z za drzwi… Wszyscy wymieniali się swoimi relacjami z podróży i co robili przez ostatnie 6 miesięcy po powrocie do swoich krajów. To już pół roku minęło od naszych szalonych dni w naszym wspaniałym kraju – Turcji. Wieczorem poszliśmy do Centrum Mediolanu i spotkaliśmy się z innymi osobami, które dołączyły do grupy. Razem w tym dniu było nas 11 Osób: Giuseppe(Włochy) Alexa(Węgry), Eduardo(Hiszpania), Tiziano(Włochy),Heidi(Finlandia), Joonas(Finlandia), Mervi (Finlandia), Julia( Niemcy), Stijn( Belgia) Susan (Niemcy).

niedziela, 27 grudnia 2009

Viva ITALIA, Bonjorno

Po ciężkim okresie harowania w hotelu i zażerania się z moim szefem, który nie należał do spokojnych ludzi , czas na upragniony wyjazd. Spotkanie byłych Erasmusów i ex Erasmusów w Mediolanie we Włoszech( to jakby komuś umknęło). Moja wizyta to była trzymana w tajemnicy. Ja jako człowiek kochający niespodzianki i tym razem tak miało być. O mojej wizycie wiedzieli tylko 3 włosi no bo już potem się bałam że zabraknie dla mnie łóżkaJ Najlepsze ze jednym z głównych organizatorów był Giuseppe, który jest z Aleksandra z Węgier a to właśnie najbardziej zależało mi na zaskoczeniu Alexy i Eduardo z Hiszpani.
Włochy- mapa google
Ośnieżone Alpy a w tle jedno z Włoskich Jezior

Zamawiając lot tańszy był na 27.12.2009 więc byłam szybciej niż nasza cała grupa. Standardowo na lotnisko pojechałam z siostra i szwagrem, a moja siostra znając już mnie ąz za dobrze mówi z uśmiechem  „ i tam nic nie narób potrzepańcu”. Ja oczywiście, że gdzie tam znowu. No i się zaczęło.

Przeszłam przez odprawę bagażową, przez bramkę i wyłączyłam Tel bo pomyślałam, że tylko będzie mi przeszkadzał. No ale nie znając godziny chciałam go na nowo włączyć i oczywiście pojawiła się wiadomość : WPISZ KOD PIN, którego ja nie pamiętałam. Pamiętałam tysiące innych liczb ale akurat nie tych. Najlepsze w tym było to, że po przylocie miałam się skontaktować ze znajomym Tiziano. Po wylądowaniu w Mediolanie a dokładnie w Bergamo na lotnisku próbowałam się skontaktować z rodzinką ale oczywiście nie mogli tego znaleźć. Raz kozie śmierć. Pojechałam busem do Milano centrale. Poszukałam tego pociągu co Tiziano mi sugerował.  Podczas tego odsłoniła się mi ta stereotypowa Italia. Kilka razy usłyszałam bellaaaa…mimo że nie mam włosów koloru blond. A na dworcu każdy mi mówił Bonjorno. Potem jeden z Włochów zaczął ze mną konwersację w języku niemieckim(a umię się nim posługiwać). Czekał na ten sam pociąg co ja. Był jeszcze czas to towarzyskie cappuccino też musiało być. Potem mi tłumaczył gdzie mam wysiąść( sama był dała rade bo to tylko 2 przystanki) ale pozwoliłam mu grać macho. Oczywiście od razu dostałam zaproszenie do Zurychu. Ale  ogólnie był miły i pomocny.

Wysiadłam na moim docelowym przystanku Magenta. I oczywiście Tiziana nie było. Szczególnie mnie to nie zaskoczyło z ich włoską mętalności, że mają zawsze czas. Ale po chwili przyjechał i oczywiście przepraszał że się spóźnił ale spał :). Oprowadził mnie po tym małym miasteczku. Przyjechałam do jego rodziny. Pierwsza różnica po roku mieszkania w Turcji, tutaj nie ściąga się butów w mieszkaniu. Rodzina bardzo miła. Mama cały czas do mnie mówiła( po włosku mimi że ani słowa nie umiem). Zjedliśmy razem obiad. Tradycyjny lazanię a po obiedzie sery, ciastka i mała czarna włoska kawa. Potem pojechaliśmy jeszcze do innych miast. A że to okres jeszcze Bożonarodzeniowy to wszędzie mogłam spotkać szopki Betlejemskie. Tiziano chciał mi jak najwięcej pokazać. Piłam kawę typową do masteczka, łyżeczka była zrobiona z czekolady, która pod wpływem ciepła roztapiała się nadając ciekawszy smak.


Z tego z czego słynie ITALIAAA


Byliśmy na aperitifie. Skosztowałam włoskie piwo i coś w rodzaju grzanki z pomidorami i oregano. Wieczorem pojechaliśmy do jego znajomych. Marcelo i Maria to bardzo mili ludzie. Tam było znowu jedzenie. Pizza i panini. Ja już nie mogłam na jedzenie zaglądać. Oni śmiali się że my w Polsce mamy małe żołądki. Jak to we Włoszech siedzieliśmy, rozmawialiśmy i piliśmy wino. Tego było mało i jeszcze mimo ze to była niedziela poszliśmy do pubu- na piwo. Było tyle ludzi, że ledwo co znaleźliśmy miejsce stojące. Do domu jadąc Tiziano minął kilka czerwonych świateł ale to też nic nadzwyczajnego Krzywdy nikomu tym nie zrobił a śmiechu było...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...