Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jordania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jordania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 sierpnia 2012

Wylądowałam w Jordani

Zamknęłam za sobą drzwi mojego nowego, przyszłego pokoju. Walizka – oł jakaś ciężka, dziwne jak włożyłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. : ) Już się pożegnałam w domu i idę. Jak zawsze i dzisiaj nie opuszczało mnie szczęście i znajomy podrzucił mnie na sam dworzec. Dobra jeszcze WESTER UNION bo potrzebuję też jakieś pieniądze…wlekę się z moją niebieską walizką rozmiaru medium. Jakieś biuro podróży, arabskie, sprzedają airkatar, airegypt.. – Zamknięte. Pytam naprzeciwko czy wie gdzie jest ta osoba, dostaję odpowiedz na pewno ma przerwę, albo się modli bo jest ramadan. No to myślę, jak się modli to 15 min max mu zajmie i czekam. Doczekałam się, że już nie prowadzą transferów gotówki ( Mimo, że z daleka widać szyld) no tak Welcom to the Middle East Word …

Przy babskich plotkach ze znajomą mało co i nie zdążyłabym na samolot, ale to nie nowość. Zamknęli już bramkę odpraw. Dzięki temu, że Turkish Airlines szczycą się mianem bardzo dobrych to nie było problemu, żebym przeszła odprawę.



Idę i idę i idę do bramki B20 i idę, i idę..
Teraz miejsce, które już online sobie wybrałam, przy oknie, A16.. o ktoś, już siedzi na tym miejscu. Małe ciemnobrązowe oczy patrzą na mnie, no tak to już mam po siedzeniu bo ta mała dziewczynka tak się cieszyła, że może siedzieć przy oknie. Obok mnie siedziała jej mama, lecą do Iranu, też z przesiadką w Istanbule. Dzięki nim podróż prawie 4 godzinna z Hamburga do Istanbul miło przeminęła. Dowiedziałam się dużo o Persji – dawna nazwa. Na koniec dostałam wizytówkę i chęć spotkania po powrocie do Hamburga. Życzliwych ludzi znajdziemy nawet w takim miejscu.






Turkish Airlines oferuje naprawdę smaczne jedzenie. Najpierw orzeszki, potem karta menu i do wyboru 2 dania.


W Istanbule tranzyt. Po tym dłuższym locie coś się źle czuję. Ale przeżyję, ten drugi jest krótszy. Samolot też był lepszy, bezdotykowe monitory lub sterowane wyciąganym pilotem, kilkanaście fimów do wyboru, kilka kanałów radiowych z różną muzyką, gry.

Potem śniadanie i w końcu lądujemy w Ammanie. Temperatura o 2:50 lokalnego czasu 24 stopnie. Stoję przedostatnia do kolejki po wizę. Oczywiście nie przyjmują innych walut, więc stoi sobie mały, szklany, okrągły kantorek gdzie można wymienić waluty na dinary. Wiza 20 JD. Teraz dłuższa kolejka, żeby zapłacić za tę wizę. Mój paszport zapełnił się jeszcze bardziej. Kolejna kolejka to IMIGRATION – tej samej długości co poprzednia.
śniadanie Istanbul - Amman
Celnik: Gdzie zostajesz w Ammanie
Ja: W hotelu
Celnik: Jakim?
Ja: ( uśmiech od ucha do ucha) nie wiem.
Celnik: (zdziwiony)
Ja: nie wiem jaki bo czekają na mnie znajomi, mogę iśc i zapytać
Celnik : Jordańczycy?
Ja: z Libanu

Celnik : ściszył głos i powiedział coś po arabsku do kolegi obok. Proszę, tutaj patrzyć robie zdjęcie( do wyjaśnienia majątki aparat i każdemu robią zdjęcie) – uśmiechnij się…

Podając mój paszport, i mówi – masz ładne oczy.

Ja: uśmiech Thanks…

Może fajnie mieć te niebieskie oczęta i nie wiedzieć w jakim hotelu się zostaje.

Od wyjścia z samolotu do wyjścia z lotnisko zeszło mi z godzinę, I czeka mnie to w przyszłym tygodniu znowu.
Potem odebrali mnie znajomi z Libanu i z Jordanii- przyszły pan młody. Droga do hotelu. Poszliśmy spać o 5.Tego posta piszę o 8 rano z łóżka księżniczki : ) ma 2x2 m i jest tylkkkkoo moje.
Aha na weselu w piątek będzie około 340 osób i jedna osoba z Europy – ja ;)

As salam aleykoum.

piątek, 3 sierpnia 2012

Ticket to Jordan is here / Bilet do Jordani już jest

Zdecydowane…Nie dostałam się na staż w Hamburgu, ale powiem wam kochani, że to mnie jakoś nie zasmuciło. Były dwie decyzje, dwa rozwiązania, co jedno to lepsze…


Decided  ... I did not get the internship in Hamburg, but I'll tell you, dear, that it somehow did not upset me. There were two decisions, two solutions, which both were good… 


Więc sami widzicie, że źle nie było …W głowie to mi już chodziła ta Jordania. Dostałam zaproszenie na wesele Jordańsko- Libańskie. Fajna sprawa. Gdzie mnie znowu nie było.



Długo czekałam, bo aż miesiąc na odpowiedz z praktyki. W zeszłym tygodniu dowiedziałam się, ze nie dostałam miejsca. Od razu zaczęłam szukać lotów do Jordanii a termin, w jakim mam lecieć to zakończenie Ramadanu. Ceny linii lotniczych z kosmosu, jak sprawdzałam jakiś miesiąc temu to bilety były z Niemiec za około 550 euro.
Na wesele, które zostałam zaproszona lecę ze znajomymi z Libanu, obecnie wszyscy mieszkają w Arabii Saudyjskiej. Taki świat mały.
Pierwszy plan był kierunek Amman, potem stwierdzili, że oni do Jordanii cały czas jeżdżą na odpoczynek, więc chcą coś innego i polecimy na kilka dni do Istanbulu. Zaczęłam szukać biletów Hamburg lub Berlin- Istanbul- Amman- Berlin.
Potem stwierdzili, że nie, że lepiej jak ja przylecę do Ammanu i stamtąd wykupimy pakiet, żeby wszyscy byli w tym samym hotelu.
Na nowo szukałam biletu Hamburg-Amman-Hamburg. Ceny biletów codziennie szły do góry o jakieś 100 euro. Zrobiliśmy wstępna rezerwację Turkish Airlines http://www.turkishairlines.com/ ma opcję przyblokowania biletu na kilka dni.
Jak zrobiliśmy rezerwacje, stwierdzili, że, po co polecę do tej Jordanii jak możemy się spotkać w Turcji i że nie w Istambule, bo jednak oni by chcieli sobie odpocząć nad morzem. Wymyślili, że Bodrum będzie odpowiednie. Ręce mi już opadały od szukania w 5 różnych liniach lotniczych biletu.



So you can see that it was'n so bad  ... In my head I already went to the Jordan. I got invited to the wedding Jordanian -Lebanes. A nice thing. Yeah new experience.
I waited a long time, as many months for a response from the practice. Last week, I learned that I did not get places. I immediately started looking for flights to Jordan and the time limit within which I have to fly to the end of Ramadan. Airline prices from space, I checked a month ago that the tickets were from Germany for about 550 euros.
At the wedding, which was invited, I'm going with friends from Lebanon, now all live in Saudi Arabii. Such a small world.
The first plan was the direction of Amman, later claimed that they were to Jordan all the time go, so they want something different and a few days before flying to Istanbul. I started to look for tickets Hamburg or Berlin-Istanbul-Amman-Berlin.
Then he said that no, it's better as I fly to Amman and from there will buy a package that they were all in the same hotel.
The new Hamburg-looking ticket Amman-Hamburg. Ticket prices were going up every day for about 100 euros. We made a preliminary reservation for Turkish Airlines, it has the option pto make a prereservation ticket for a few days.
As we made reservations, found that, after what I recommend to the Jordan as we can to meet in Turkey and that there is in Istanbul, but because they would like to have a rest at the seaside. They thought that Bodrum is a good place for vacation. My hands now fell from the search in 5 different airline ticket.:)

Kilka dni temu zrobiłam rezerwację, dzisiaj już czeka cieplutki bilet na mojej skrzynce mailowej. Cena jest inna niż ta na górze, ale to nic moi znajomi arabowie wiedzieli o tym wyjeździe już z 2 miesiące i jeszcze nie maja biletów. Yellla spokojne życie …
Już się nie mogę doczekać, mama przesyła mi kamerę video żebym mogła się z wami podzielić wrażeniami.

A few days ago I made a reservation, nice and warm  ticket is waiting on my e-mail box. Price is different than the one at the top but money are coming and going ..;) my friends the Arabs know about this trip already 2 months and still do not have tickets. Yellla easy life ...
Already can not wait, my mom sends me a video camera so I can share with you my impression.

                             FLY HIGHHHHH :)


czwartek, 16 kwietnia 2009

Jeden z siedmiu cudów Świata -PETRA


7:00 alarmy kolejno  dają o sobie znać, pora wstać bo czeka nas dłuuuugi dzień. Każdy próbuje się ogarnąć, pozbierać swoje rzeczy. Noc przeminęła szybko jak każde w ostatnim tygodniu.
Wychodzimy z hotelu na umówione miejsce z Muafuck (imię naszego przewodnika). Oczywiście rozdzielamy się, ja namiętnie po raz kolejny próbuję wyciągnąć pieniądze z bankomatu. Teraz to już kompletnie zablokowałam kartę. Świetnie, a za chwilę wyjeżdżamy do kanionu i na pustynię. Za wycieczkę też nie umiałam zapłacić uff. Ale nie psujemy sobie humoru Fatih przez cały tydzień nie potrafi wyciągnąć pieniędzy więc, już się przyzwyczailiśmy.
Południowa Jordania to tereny półpustynne. Więc większość drogi, skałki i piasek. Kontrola przy wyjeździe z miasta. Muafuck opowiadał w samochodzie, z radia pobrzmiewała jordańska muzyka a my wesoło potrząsaliśmy ramionkami w rytm melodii.
Krajobraz jaki nam towarzyszył na każdym kroku



Pierwszy przystanek w miejscu gdzie Mojżesz coś uczynił, tylko ze mi to umknęło. Znajdowała się tam mała studnia, z potoczkami z której woda z jednego miejsca wpadała do drugiego.
Przed tym miejscem kilkunastoletni chłopiec „ nabijał” ozdobne buteleczki piaskiem i tym samym tworząc wzory wielbłądów i zachodzącego słońca nad czerwona pustynią Wadi Rum.
Zgłodnieliśmy, więc trzeba napełnić nas energią. Oczywiście jedliśmy falafel i durum. Pycha. I droga do jednego z głównych celów naszej podróży- Petra.














Ukochane zwierze i ulubieniec turystów, ale po tym jak zajadał się moimi włosami dostał minusika...


 To właśnie w tym miejscu setki lat temu dokonywano egzekucji
 Cud nad cudami...Khazneh – zwana przez Beduinów „Skarbcem Faraona” – wykuta w skale piętrowa budowla powstała ok. I-II w. n.e
 Tradycyjne stroje syryjskiej armii i muzyka, która porywała każdego do tańca

środa, 15 kwietnia 2009

As salam , z Ammanu do Akaby (Aqaba)

Rano połamani na niewymiarowych sofach ale szczęsliw,że dotarliśmy tutaj. Nocleg jak już wcześniej wspominałam znaleźliśmy przez couchsurfing.com. Tym razem trafiliśmy do Amerykanina , który mieszkała z Palestyńczykiem. Bardzo mili ludzie, mieszkanie skromnie urządzone z najnowszymi urządzeniami technicznymi i ich otwartość do ludzi to spotkałao nas po przebudzeniu.


Nasi przyjaciele musieli rano szybko wyjść, powiedzieli że możemy zostać w mieszkaniu tak długo jak chcemy a jak będziemy wychodzić to mamy zarzasnąc za sobą drzwi. Nocy poprzedniej nasz Amerykanin zapłacił za nas taxi, po długich namowach że zwrócimy mu pieniądze (około 7euro) zgodził się i powiedział. To zostawcie pieniądze w gazecie pod wycieraczką. A teraz do zobaczenia, miłego pobytu w Jordani. I zatrzasnął za sobą drzwi od mieszkania.

Pełne zaufanie do ludzi. Tego brakuje tutaj w Europie.

Pierwsze spojrzenie przez okna zabite kratami o różnorodnych, niby orientalnych dla nas europejczyków kształtów i cisza jaka panowała w niedzielny poranek w Ammanie.

Jak codzien bez planu poszliśmy z plecakami na miasto. Plan na dzisiaj jedziemy do Aqaby – miasta graniczącego z Izraelem, Egiptem i Arabią Saudyjską. Komu w droge temu czas, szybka zawijana kanapka w pobliskim sklepiku i już siedzieliśmy w autobusie, jedynym który w tym dniu jechał na samiuski kraniec Jordani. Około 340km.


Spotkane na drodze jordańskie wesele..

I wtedy zaczęło się. Najgorsza droga w moim podróżniczym życiu, w tym kraju można wszystko, nawet palić paierosy w transporcie publicznym. Wyobraźcie sobie, mnie nerwusa na punkcie tytoniu. Całą drogę ponad 4,5 godziny siedziałam z twarzą owiniętą szalem co budziło jeszcze większe zainteresowanie w autobusie.

Częstowano nas wodą nalewaną z naczynia przypominającego konewkę. Ale my sceptyczni, po milionie komentarzy że mamy nie pić wody oczywiście odmuwilismy. Jeden z Jordańczyków siedzący za Alexandrą i Giuseppe poprosił ich o wodę, którą mieliśmy na naszą podróż. Napił się z butelki a potem grzecznie podziękował i oddał. Dla nich to był szok, więc jeszcze z większym uśmiechem na twarzy podarowali wodę towarzyszowi.

Dojazd do Aqaba i ku naszemu zdziwieniu granica, uzbrojone wojsko. Każą wysiadać naszej czwórce. Rozespani, leniwie wyładowujemy wszystkie nasze rzeczy, mapy zakupione w Syri, plecaki, torby. Z poważnymi minami proszą nas na kontrolę. Pytają skąd jesteśmy. Fatih w języku arabskim odpowiada kolejno: Węgry, Włochy, Polska i Turcja.  Strażnik uśmiecha się szeroko i mówi Welcome In Jordan. Nikt nie sprawdza naszych bagaży, wracamy do autobusu i zajmujemy nasze miejsca. Między siedzeniami uśmiechają się do nas duże, brązowe oczy, wypatrując przybyszy z zachodu. Próba nawiązania kontaktu a później wymiana słodyczy. Na koniec goodbye po angielsku.

Witamy w Aqabie. Wykończeni jazdą myslimy tylko żeby coś zjeść, napić się i połorzyć torby, uciskające nasze zbolałe ramiona.

Wspaniale być tu, widzieć drogowskazy wskazujące Arabię Saudyjską, jesteśmy tak blisko. Izrael- Eliat i oczywiście starożytny Egipt. Gdyby tak rozciągnąć czas to wskoczylibyśmy jeszcze do sąsiadów. Ale w końcu musimy zostawić cos na dalsze Podróże. Przechodząc gwarnymi uliczkami Aqaby napotkalismy wesele, wypełnione po brzegi samochody, samochody dostawcze , głosna muzyka i goście weselni.

wtorek, 14 kwietnia 2009

Przemyt do Jordanii

Ktoś z nas wpadł na genialny pomysł, żeby dzisiaj w nocy pojechać do Jordanii. Podpytaliśmy w kafejkach internetowych(bo nie mieliśmy oczywiście przewodnika), jakim środkiem transportu tam się dostaniemy i ile to może kosztować. 

 
Spakowani z coraz większymi plecakami, z których wystawały mapy zakupione w Haleb, zwisające kolorowe chusty, które już nie mieszczą się z innymi pamiątkami, ruszyliśmy około 21:00 na dworzec w Damaszku. Na dworze już było ciemno ale co to dla nas podróżników na dobre i złe. Przerażenie ogarnęło nas widząc  „luksus” autobusu jakim mieliśmy się udać. Oczywiście obskoczyło nas kilka ludzi, przerażeni że teraz nam na pewno coś zniknie, przekrzykiwania i nasze pytania do biednego Fatiha , który mówił po arabsku i musiał nam odpowiadać na coraz więcej zadawanych pytań.
Kierowca z autobusu nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Skórzana kurtka i zarost na twarzy a także jego „fura” nie przekonała nas do niego. Z drugiej strony wypicowany, w białej koszuli i zabawnym pastelowym sweterku kierowca taksówki. To jak aniołek i diabełek, którzy przekonywali nas na swoje. Co się okazało taxi z Syrii do Jordanii było tańsze. Sprzeczka między kierowcami i słowo policja. Ładnie się zaczynało. Kierowca taxi czekał poza ogrodzeniem dworca i wołał pssst  psstt chodźcie ja was zawiozę za 500SYP. Oczywiście przekonał nas i wyglądem i ceną.
Pod dworcem czekała na nas tradycyjna żółta taksówka, zawiozła nas na jakieś obrzeza i zaczęła się nasza historia.  Każdy ma wyobrażenie jak wygląda taksówka. I w tym dniu moje się zmieniło. Duży osobowy samochód marki KIA to nie byle jaki ale jak „limuzyna”. W środku wszystko z jaśniutkiej beżowej skóry. Miejsca dużo. My tak na niego i pytamy i to jest ta taksówka. On że tak że zawsze przewozi turystów przez granicę. Alexandra zaczęła mówić, że teraz na pewno nas sprzeda, bo czytała o takich historiach i nikt już o nas nie usłyszy. Nikt nie wiedział gdzie jesteśmy, gdzie jedziemy. Na bank nas wywiezie i sprzeda i słych po nas zniknie. Po kilku minutach przekonywania nas prze kierowcę ze on ma pieczątki , że mamy się nie bać  i że możemy mu zapłacić dopiero na miejscu( no tak po co mu kasa jak na sprzeda i dostanie więcej). Wsiedliśmy, już nikomu się nawet spać nie chciało. Nikt nie wspominał o toalecie ani o jedzeniu. Całą drogę wypatrywaliśmy drogowskazów na Amman. Po każdym odebranym przez niego telefonie pytanie do Fatima- Co mówił? On już się nami irytował i czasami nie odpowiadał. Nic dziwnego. Napisaliśmy sms do przyjaciela Hiszpana-Eduardo i do mojej siostry: Jedziemy z Damaszku do Ammanu. Siedzimy w samochodzie marki(…) o numerach rejestracyjnych (…). Jak jutro nie zadzwonimy, proszę zadzwoń do Ambasady. Kocham Cię.
Wyobraźcie sobie reakcję tych po drugiej stronie telefonu. Ale musieliśmy wybrać 2 osoby do tego. Moja siostra mnie zna, że moja podróż= adventureJ.
W drodze kierowca zjechał a my już panika, że po co się zatrzymaliśmy strach w oczach. On na nas zaglądał jak na debili pewnie pomyślał” Ci europejczycy to serio dziwni ludzie „ hahaha. A on do nas że go suszy kupi picie. Przyniósł napoje dla niego i dla nas.
Jechaliśmy dalej…
A on do nas mówi. Przed granicą zmienię się z innym kierowcą, I znowu panika, że co nie było takiej umowy. I Alexa znowu, teraz nas na pewno sprzeda. Tłumaczył, że nie ma wizy do Jordanii.
Nagle samochód zjeżdża na poboczu, ktoś owinięty w koc otwiera bagażnik i ładuje 12 pięknych złocistych pudełek. To mogło znaczyc tylko jedno…przemyt. Aż strach pomyśleć. Wyskoczyliśmy z tego samochodu. Fatih też na nas zaglądał z jego azjatyckim temperamentem co my robimy. Wyjaśnienie było proste, to ta zamiana kierowcy, który (o 2:00 bo taka była godzina) przewiezie pudełeczka ze SŁODYCZAMI do rodziny w Jordanii. Oczywiście tylko Fatih uwierzył w tą bajkę. Otworzyliśmy jedno z pudełeczek o wymiarach 30x15x15. Pięknie zdobione złotym wzorem. Na wierzchu byłu słodycze. Coś jak tureckie lokum. Z uśmiechem nas poczęstowali. Ja ani Aleksandra ani Giuseppe nie chciali ale Fatih  jeszcze dodał I like lokum u don’t? Tego jakby nawet ktoś sprzedał to by nic nie wiedział. On ufa wszystkim. Ohh jak oni mogą żyć z taka mentalnością.
 LOKUM-TURKISH DELIGHT

Nam już wszystko było jedno. Wsiedliśmy. Nowy kierowca. Adrenalina. I znowu śledzenie drogowskazu Amman , aż do ronda na którym nie podążał za drogowskazem i poruszenie, ze Aż mięlibyśmy wypadek. On wyjaśnił że pojedziemy na dworzec po jakieś pieczątki żeby szybciej dostać wizy na granicy. Na samej granicy podzieliliśmy się zawsze zostawała dziewczyna z facetem a druga para szła załatwiać potrzebne rzeczy. Giuseppe przyzwyczajony że wszędzie się pali wszedł do celników z zapalony papierosem. Znowu sobie pomyśleli, jacy ci europejczycy nie wychowani.
Z okienka do okienka i po 10min w naszych paszportach widniała nowa wiza z bliskiego wschodu. Na granicy kierowca zaopatrzył się w papierosy… paczki ii papierosów, które powtykał pod maskę samochodu wszędzie gdzie się zmieściły.  Optymistyczne przekraczanie granicy. Pełno papierosów i te piękne pudełka. Na granicy każdy otwierał bagażnik i przód- maskę. Jeden z celników sprawdzał a koło niego drugi z bronią. Zabrał pudełko a my na bezdechu. Ale nasz kierowca aż wyrwał mu to z dłoni, włożył do bagażnika i go zamknął. Celnik kiwnął ręką a my wypuściliśmy zaległe powietrze z płuc.
Za granicą czekała już „ kolejny członek rodziny” a kierowca po 10 min wyciągania spod każdej otwieranej części samochodu wyładował cały wór papierosów, które już wcześniej były w nim ukryte. My tylko spojrzeliśmy na siebie. Nikt tego nie skomentował. Ja tylko powiedziałam, że jeszcze raz ktoś wspomni o jeździe taksówką.
Kierowca zawiózł nas na miejsce a dokładniej do Amerykanina, który przebywał w Jordanii ucząc się języka a poznaliśmy go przez Couch Surfing. Tam spędziliśmy noc. Alexa z Giuseppe oczywiście dostali łożjo. A my na kanapach 3 i 2. Fatihowi wystawały nogi pół metra poza kanapę, ja mimo mała dostałam tą mniejszą ale też miałam ten sam problem. Każdy był szczęśliwy że nie jest już w Taksówce.
Dobranoc,

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...