Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amman. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 kwietnia 2009

As salam , z Ammanu do Akaby (Aqaba)

Rano połamani na niewymiarowych sofach ale szczęsliw,że dotarliśmy tutaj. Nocleg jak już wcześniej wspominałam znaleźliśmy przez couchsurfing.com. Tym razem trafiliśmy do Amerykanina , który mieszkała z Palestyńczykiem. Bardzo mili ludzie, mieszkanie skromnie urządzone z najnowszymi urządzeniami technicznymi i ich otwartość do ludzi to spotkałao nas po przebudzeniu.


Nasi przyjaciele musieli rano szybko wyjść, powiedzieli że możemy zostać w mieszkaniu tak długo jak chcemy a jak będziemy wychodzić to mamy zarzasnąc za sobą drzwi. Nocy poprzedniej nasz Amerykanin zapłacił za nas taxi, po długich namowach że zwrócimy mu pieniądze (około 7euro) zgodził się i powiedział. To zostawcie pieniądze w gazecie pod wycieraczką. A teraz do zobaczenia, miłego pobytu w Jordani. I zatrzasnął za sobą drzwi od mieszkania.

Pełne zaufanie do ludzi. Tego brakuje tutaj w Europie.

Pierwsze spojrzenie przez okna zabite kratami o różnorodnych, niby orientalnych dla nas europejczyków kształtów i cisza jaka panowała w niedzielny poranek w Ammanie.

Jak codzien bez planu poszliśmy z plecakami na miasto. Plan na dzisiaj jedziemy do Aqaby – miasta graniczącego z Izraelem, Egiptem i Arabią Saudyjską. Komu w droge temu czas, szybka zawijana kanapka w pobliskim sklepiku i już siedzieliśmy w autobusie, jedynym który w tym dniu jechał na samiuski kraniec Jordani. Około 340km.


Spotkane na drodze jordańskie wesele..

I wtedy zaczęło się. Najgorsza droga w moim podróżniczym życiu, w tym kraju można wszystko, nawet palić paierosy w transporcie publicznym. Wyobraźcie sobie, mnie nerwusa na punkcie tytoniu. Całą drogę ponad 4,5 godziny siedziałam z twarzą owiniętą szalem co budziło jeszcze większe zainteresowanie w autobusie.

Częstowano nas wodą nalewaną z naczynia przypominającego konewkę. Ale my sceptyczni, po milionie komentarzy że mamy nie pić wody oczywiście odmuwilismy. Jeden z Jordańczyków siedzący za Alexandrą i Giuseppe poprosił ich o wodę, którą mieliśmy na naszą podróż. Napił się z butelki a potem grzecznie podziękował i oddał. Dla nich to był szok, więc jeszcze z większym uśmiechem na twarzy podarowali wodę towarzyszowi.

Dojazd do Aqaba i ku naszemu zdziwieniu granica, uzbrojone wojsko. Każą wysiadać naszej czwórce. Rozespani, leniwie wyładowujemy wszystkie nasze rzeczy, mapy zakupione w Syri, plecaki, torby. Z poważnymi minami proszą nas na kontrolę. Pytają skąd jesteśmy. Fatih w języku arabskim odpowiada kolejno: Węgry, Włochy, Polska i Turcja.  Strażnik uśmiecha się szeroko i mówi Welcome In Jordan. Nikt nie sprawdza naszych bagaży, wracamy do autobusu i zajmujemy nasze miejsca. Między siedzeniami uśmiechają się do nas duże, brązowe oczy, wypatrując przybyszy z zachodu. Próba nawiązania kontaktu a później wymiana słodyczy. Na koniec goodbye po angielsku.

Witamy w Aqabie. Wykończeni jazdą myslimy tylko żeby coś zjeść, napić się i połorzyć torby, uciskające nasze zbolałe ramiona.

Wspaniale być tu, widzieć drogowskazy wskazujące Arabię Saudyjską, jesteśmy tak blisko. Izrael- Eliat i oczywiście starożytny Egipt. Gdyby tak rozciągnąć czas to wskoczylibyśmy jeszcze do sąsiadów. Ale w końcu musimy zostawić cos na dalsze Podróże. Przechodząc gwarnymi uliczkami Aqaby napotkalismy wesele, wypełnione po brzegi samochody, samochody dostawcze , głosna muzyka i goście weselni.

wtorek, 14 kwietnia 2009

Przemyt do Jordanii

Ktoś z nas wpadł na genialny pomysł, żeby dzisiaj w nocy pojechać do Jordanii. Podpytaliśmy w kafejkach internetowych(bo nie mieliśmy oczywiście przewodnika), jakim środkiem transportu tam się dostaniemy i ile to może kosztować. 

 
Spakowani z coraz większymi plecakami, z których wystawały mapy zakupione w Haleb, zwisające kolorowe chusty, które już nie mieszczą się z innymi pamiątkami, ruszyliśmy około 21:00 na dworzec w Damaszku. Na dworze już było ciemno ale co to dla nas podróżników na dobre i złe. Przerażenie ogarnęło nas widząc  „luksus” autobusu jakim mieliśmy się udać. Oczywiście obskoczyło nas kilka ludzi, przerażeni że teraz nam na pewno coś zniknie, przekrzykiwania i nasze pytania do biednego Fatiha , który mówił po arabsku i musiał nam odpowiadać na coraz więcej zadawanych pytań.
Kierowca z autobusu nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Skórzana kurtka i zarost na twarzy a także jego „fura” nie przekonała nas do niego. Z drugiej strony wypicowany, w białej koszuli i zabawnym pastelowym sweterku kierowca taksówki. To jak aniołek i diabełek, którzy przekonywali nas na swoje. Co się okazało taxi z Syrii do Jordanii było tańsze. Sprzeczka między kierowcami i słowo policja. Ładnie się zaczynało. Kierowca taxi czekał poza ogrodzeniem dworca i wołał pssst  psstt chodźcie ja was zawiozę za 500SYP. Oczywiście przekonał nas i wyglądem i ceną.
Pod dworcem czekała na nas tradycyjna żółta taksówka, zawiozła nas na jakieś obrzeza i zaczęła się nasza historia.  Każdy ma wyobrażenie jak wygląda taksówka. I w tym dniu moje się zmieniło. Duży osobowy samochód marki KIA to nie byle jaki ale jak „limuzyna”. W środku wszystko z jaśniutkiej beżowej skóry. Miejsca dużo. My tak na niego i pytamy i to jest ta taksówka. On że tak że zawsze przewozi turystów przez granicę. Alexandra zaczęła mówić, że teraz na pewno nas sprzeda, bo czytała o takich historiach i nikt już o nas nie usłyszy. Nikt nie wiedział gdzie jesteśmy, gdzie jedziemy. Na bank nas wywiezie i sprzeda i słych po nas zniknie. Po kilku minutach przekonywania nas prze kierowcę ze on ma pieczątki , że mamy się nie bać  i że możemy mu zapłacić dopiero na miejscu( no tak po co mu kasa jak na sprzeda i dostanie więcej). Wsiedliśmy, już nikomu się nawet spać nie chciało. Nikt nie wspominał o toalecie ani o jedzeniu. Całą drogę wypatrywaliśmy drogowskazów na Amman. Po każdym odebranym przez niego telefonie pytanie do Fatima- Co mówił? On już się nami irytował i czasami nie odpowiadał. Nic dziwnego. Napisaliśmy sms do przyjaciela Hiszpana-Eduardo i do mojej siostry: Jedziemy z Damaszku do Ammanu. Siedzimy w samochodzie marki(…) o numerach rejestracyjnych (…). Jak jutro nie zadzwonimy, proszę zadzwoń do Ambasady. Kocham Cię.
Wyobraźcie sobie reakcję tych po drugiej stronie telefonu. Ale musieliśmy wybrać 2 osoby do tego. Moja siostra mnie zna, że moja podróż= adventureJ.
W drodze kierowca zjechał a my już panika, że po co się zatrzymaliśmy strach w oczach. On na nas zaglądał jak na debili pewnie pomyślał” Ci europejczycy to serio dziwni ludzie „ hahaha. A on do nas że go suszy kupi picie. Przyniósł napoje dla niego i dla nas.
Jechaliśmy dalej…
A on do nas mówi. Przed granicą zmienię się z innym kierowcą, I znowu panika, że co nie było takiej umowy. I Alexa znowu, teraz nas na pewno sprzeda. Tłumaczył, że nie ma wizy do Jordanii.
Nagle samochód zjeżdża na poboczu, ktoś owinięty w koc otwiera bagażnik i ładuje 12 pięknych złocistych pudełek. To mogło znaczyc tylko jedno…przemyt. Aż strach pomyśleć. Wyskoczyliśmy z tego samochodu. Fatih też na nas zaglądał z jego azjatyckim temperamentem co my robimy. Wyjaśnienie było proste, to ta zamiana kierowcy, który (o 2:00 bo taka była godzina) przewiezie pudełeczka ze SŁODYCZAMI do rodziny w Jordanii. Oczywiście tylko Fatih uwierzył w tą bajkę. Otworzyliśmy jedno z pudełeczek o wymiarach 30x15x15. Pięknie zdobione złotym wzorem. Na wierzchu byłu słodycze. Coś jak tureckie lokum. Z uśmiechem nas poczęstowali. Ja ani Aleksandra ani Giuseppe nie chciali ale Fatih  jeszcze dodał I like lokum u don’t? Tego jakby nawet ktoś sprzedał to by nic nie wiedział. On ufa wszystkim. Ohh jak oni mogą żyć z taka mentalnością.
 LOKUM-TURKISH DELIGHT

Nam już wszystko było jedno. Wsiedliśmy. Nowy kierowca. Adrenalina. I znowu śledzenie drogowskazu Amman , aż do ronda na którym nie podążał za drogowskazem i poruszenie, ze Aż mięlibyśmy wypadek. On wyjaśnił że pojedziemy na dworzec po jakieś pieczątki żeby szybciej dostać wizy na granicy. Na samej granicy podzieliliśmy się zawsze zostawała dziewczyna z facetem a druga para szła załatwiać potrzebne rzeczy. Giuseppe przyzwyczajony że wszędzie się pali wszedł do celników z zapalony papierosem. Znowu sobie pomyśleli, jacy ci europejczycy nie wychowani.
Z okienka do okienka i po 10min w naszych paszportach widniała nowa wiza z bliskiego wschodu. Na granicy kierowca zaopatrzył się w papierosy… paczki ii papierosów, które powtykał pod maskę samochodu wszędzie gdzie się zmieściły.  Optymistyczne przekraczanie granicy. Pełno papierosów i te piękne pudełka. Na granicy każdy otwierał bagażnik i przód- maskę. Jeden z celników sprawdzał a koło niego drugi z bronią. Zabrał pudełko a my na bezdechu. Ale nasz kierowca aż wyrwał mu to z dłoni, włożył do bagażnika i go zamknął. Celnik kiwnął ręką a my wypuściliśmy zaległe powietrze z płuc.
Za granicą czekała już „ kolejny członek rodziny” a kierowca po 10 min wyciągania spod każdej otwieranej części samochodu wyładował cały wór papierosów, które już wcześniej były w nim ukryte. My tylko spojrzeliśmy na siebie. Nikt tego nie skomentował. Ja tylko powiedziałam, że jeszcze raz ktoś wspomni o jeździe taksówką.
Kierowca zawiózł nas na miejsce a dokładniej do Amerykanina, który przebywał w Jordanii ucząc się języka a poznaliśmy go przez Couch Surfing. Tam spędziliśmy noc. Alexa z Giuseppe oczywiście dostali łożjo. A my na kanapach 3 i 2. Fatihowi wystawały nogi pół metra poza kanapę, ja mimo mała dostałam tą mniejszą ale też miałam ten sam problem. Każdy był szczęśliwy że nie jest już w Taksówce.
Dobranoc,

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...